Zimowe plenery idealne dla pasjonatów

Jest niedzielny ranek, 29 stycznia 2012 roku, a termometr wskazuje 12 stopni w minusie. Słońce świeci jednak od wczesnego rana. Dzień jest już wyraźnie dłuższy. Pasjonaci nordic walking zbierają się jak zwykle na parkingu przy ul. Wrzesińskiej, na wysokości Lasu Miejskiego. Czekają chwilę na dojeżdżające, kolejne samochody. Z nich wysiadają pełni wigoru uczestnicy marszu. Jeszcze z bagażników wyciągają kijki i już podchodzą do oczekujących. Każdy się wita i podaje swoje imię. Mimo mrozu wyruszają skrajem lasu wzdłuż szosy, w kierunku Cielimowa. Po przeciwnej stronie drogi ich entuzjazm podziwia policyjny patrol drogowy. To jasne, że lepiej iść, niż stać! Na wysokości ulicy Leszczynowej przechodzą na drugą stronę szosy i wchodzą w las. Wąska ścieżka zakręca najpierw w lewo, potem w prawo i rozszerza się przechodząc w dukt. Miejscami leżą łaty śniegu, a w innych zalega lód. Droga nie jest równa, ale dziarsko kroczą. Ciszę lasu przerywa stukanie kijków i ich głosy. Na rozdrożu zatrzymują się, wyciągają aparat i ustawiają grupą do zdjęcia. Błysnęło raz, drugi nie chce, bo mróz dał się we znaki baterii w aparacie. No, ale raz się udało! Każdy doradza, gdzie najlepiej włożyć baterię, żeby się ogrzała i nabrała mocy. Idą dalej wąską dróżką wśród niewysokich sosen. Kondycyjnie sprawniejsi idą z przodu, mniejszą grupą i rozmawiają zawzięcie. Pogawędki i śmiech towarzyszą pozostałym. Instruktor Zdzisław Pawłowski wspiera tych, którzy ćwiczą kondycję i nie są liderami. Ale to nieważne, liczy się duch i atmosfera. Mimo mrozu, jest ciepło. Dochodzą do wigwamu w Cielimowie, a krążąc po terenie spotykają bratnich entuzjastów nordic walking. Wreszcie stają przy pieńkach i tu – próba zdjęcia. W ostrym słońcu mrużą oczy. Udało się i to nie raz! Dochodzi południe, pora zawracać. Wychodzą na skraj lasu. Patrząc pod nogi gubią z oczu liderów, którzy jak się okazuje, skręcili w prawo, do baru. I tu niespodzianka. Czeka tam na nich ciepła kawka i wafelki, na które zaprasza sam szef, maszerujący z nimi. Dopiero siedząc przy złączonych stołach widzą, jak ich dużo. Czas mija szybko, zwłaszcza przy miłej rozmowie, ale nie wypada się spóźniać na niedzielny obiad, więc kończą biesiadę. Ostatni odcinek pokonują szybko i żegnając się umawiają się na następne spotkanie, za dwa tygodnie. Do zobaczenia!